Felieton Edwarda Stępnia-Mamy „szóstego” zawodnika

W koszykówce na parkiecie występuje pięciu graczy ale może pojawić się „szósty zawodnik”. W sobotę 9 października Kotwica grała z przewagą, bo tym szóstym zawodnikiem była kołobrzeska publiczność. Już dawno nie słyszałem takiego wspaniałego dopingu, który niósł naszych zawodników do pewnego zwycięstwa. Wygraliśmy 76:66 ale nie wynik jest ważny ale postawa naszego zespołu. W sobotę oglądaliśmy drużynę, która wspaniale walczyła. Jestem pod wrażeniem naszej obrony. Widać było, że zawodnicy komunikują się między sobą i wzajemnie pomagają. Przedarcie się przez pierwszą linię obrony nie dawało czystego rzutu, gdyż wyrastali kolejni nasi obrońcy. Znakomita obrona powodowała liczne przechwyty i możliwość wyprowadzenia szybkiego ataku. Mam nadzieję, że kolejne mecze udowodnią, że dobra obrona to stała cecha Kołobrzeskiej Kotwicy. Tym elementem gry wygraliśmy mecz, gdyż skuteczność rzutowa była na kiepskim procencie. Szczególnie nie siedziały nam rzuty za 3, gdyż na 25 prób celnych było jedynie 6. WKK Wrocław oddał 11 celnych rzutów za 3 punkty. Początek meczu był dość słaby, bo przegrywaliśmy 10 punktami (21:11) ale jeszcze w pierwszej kwarcie odrobiliśmy tę stratę. Druga kwarta to niewielka nasza przewaga, a po trzeciej kwarcie prowadziliśmy 1 punktem. Mecz rozstrzygnął się w końcówce, kiedy zdobyliśmy 10 punktowe prowadzenie i zdołaliśmy je utrzymać.

Żywiołowy doping publiczności wynikał z prostego faktu, że kibice zobaczyli waleczną drużynę, dla której nie ma straconych piłek. Walka była w każdej minucie meczu, co powodowało, że widowisko było bardzo atrakcyjne. W ataku, pomimo wielu niecelnych rzutów, gra mogła się podobać, gdyż widać było zamysł taktyczny i bardzo dobre rozegranie, które pozwalało na łatwe zdobywanie punków spod samego kosza. 16 października gramy z AZS AGH Kraków i mam nadzieję, że ten pierwszy mecz w hali Milenium, zachęcił kibiców i przyjdą dopingować Kotwę.

W przerwie meczu odbyła się bardzo miła uroczystość, gdyż uhonorowano w niezwykły sposób Artura Gliszczyńskiego. Jego koszulka z numerem 8 zawisła jako pierwsza pod dachem hali i od tej chwili jest to numer zastrzeżony z którym nie może już grać żaden zawodnik Kotwicy. Artur Gliszczyński jest absolutnym liderem pod względem ilości zdobytych dla Kotwicy punktów (ponad 3 000). Dokładne statystyki w tym zakresie można prowadzić jedynie od 1992 r. do chwili obecnej. Drugim na tej liście jest niezapomniany Grzegorz Arabas. Pamiętam Artura Gliszczyńskiego jako zawodnika. Był świetnym rozgrywającym, który wszystko widział.  Miał bardzo dobry rzut z dystansu. Praktycznie nigdy nie tracił piłki, pomimo że był ostro naciskany. Artura Gliszczyńskiego zapamiętałem jako świetnego obrońcę, który w sposób perfekcyjny wymuszał faule w ataku. Nigdy wcześniej ani później nikt mu nie dorównał w tej umiejętności, która wiązała się z boiskową inteligencją i zdolnością przewidywania zachowań przeciwnika. Każdego naszego kolejnego rozgrywającego porównuję w myślach do Artura Gliszczyńskiego, gdyż jest on swoistym „wzorcem”. W zdecydowanej większości przypadków Artur Gliszczyński jest zdecydowanie lepszy, a tylko niektórzy próbują się zbliżyć do jego ówczesnego poziomu.

Do zobaczenia w hali Milenium 16 października. Kto wygra mecz? KOTWA, KOTWA, KOTWA.

Tekst i fotografie: Edward Stępień

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*