Wywiad z Romanem Kałahurskim byłym zawodnikiem Kotwicy w latach sześćdziesiątych

Roman Kałachurski:
– rocznik 1937,
– wzrost 176 cm,
– pozycja rozgrywający,
– kluby: Włókniarz Bielsko Biała (1954-55), AZS Kraków (1955-61), Kotwica Kołobrzeg (1961-73).
Kto Cię kupił Romanie do Kotwicy i za jakie pieniądze?
Długi, perlisty śmiech. Po skończeniu studiów architektonicznych w 1961 r. do Kołobrzegu ściągnął mnie Janusz Kirszak i jako architekt zostałem zatrudniony w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. Przechodziłem kiedyś koło kortów tenisowych, a tam było boisko do koszykówki na wolnym powietrzu. Zobaczyłem tam grających chłopaków, zapytałem się jednego z nich – Heńka Krupiaka, czy mogę pograć. Widocznie dobrze mi szło, bo Heniek zaproponował grę w drużynie Kotwicy. Heniek Krupiak grał, a równocześnie był kierownikiem drużyny i trenerem. Wszyscy byliśmy amatorami i każdy z nas gdzieś pracował, a treningi odbywały się trzy razy w tygodniu.
Kto sponsorował drużynę?
Tak dokładnie to nie wiem kto dawał pieniądze na koszykówkę, ale były to niewielkie kwoty. Od klubu dostawaliśmy koszulki, ale trampki każdy kupował sam. Moim zadaniem jako architekta było malowanie numerów i znaczków, bądź napisu „Kotwicy” na koszulkach. Wycinałem szablon z kartonu, przykładałem do koszulki i wykonywałem tzw. topowanie, tj. gąbkę maczałem w jakiejś farbie i nanosiłem na wycięty szablon. Był to jakiś lakier, bo dobrze się trzymał i nie łuszczył się w trakcie prania. Często sami pokrywaliśmy koszty wyjazdów. Pamiętam raz w ośmiu za składkowe pieniądze, żeby było taniej wsiedliśmy do jednej taksówki marki „Warszawa” i tak pojechaliśmy na mecz do Słupska. Zatrzymał nas milicjant, ale nie wlepił mandatu, gdy dowiedział się, że jedziemy na mecz koszykówki. Oczywiście o żadnych pieniądzach dla zawodników nie było mowy. Na zakończeniu kariery otrzymałem pamiątkowy puchar oraz srebrną odznakę PZKosz.
Jaka była organizacja klubu?
Pamiętam, że w tamtym czasie „Kotwica” miała dwie sekcje, tj. piłkę nożną oraz koszykówkę. W Kołobrzegu była na wysokim poziomie siatkówka, bo grali w drugiej lidze jako „Wybrzeże” Kołobrzeg. Nie było jakiejś szczególnej organizacji, nie pamiętam kto był wtedy prezesem klubu, czy też kierownikiem sekcji. Graliśmy dla przyjemności, bo kochaliśmy koszykówkę. Najczęściej występowaliśmy w barwach biało-niebieskich, ale zdarzało się, że graliśmy w czarnych koszulkach.
Gdzie wówczas były rozgrywane mecze?
W latach 60.tych mecze rozgrywaliśmy w sali ówczesnego Studium Nauczycielskiego. Przychodziło sporo kibiców, którzy siedzieli na ławeczkach wokół parkietu, a także na balkonie. Zainteresowanie kibiców było spore pomimo ciasnej sali. W tym czasie Sala Rycerska była ruiną. Były zewnętrzne mury, a środek wykorzystywano jako kino plenerowe. Pewnego razu do mojej pracowni przyszedł Przewodniczący Powiatowej Rady Narodowej Józef Bajserowicz, który zaproponował, aby w Sali Rycerskiej urządzić targowisko. Ja go wówczas zacząłem przekonywać, że będzie tam bardzo dobra sala do koszykówki razem z zapleczem, bo wcześniej wszystko dokładnie wymierzyłem. Bajserowicz przekonał się do tego pomysłu i zaczął go realizować. Projekt Sali Rycerskiej zrobił inżynier Waldemar Hinc z Warszawy. Nie wiem już skąd były na to pieniądze i kto był wykonawcą, ale od początku lat 70.tych graliśmy już na Sali Rycerskiej. Ja zaprojektowałem konstrukcję pod tablice do koszykówki i koledzy ze mnie żartowali, że kosze są tak zaprojektowane, że można na nich uwiesić słonia. Były to stare mury i kotwy musiały być solidne.
Z kim grałeś w drużynie na samym początku i później?
Kiedy przyszedłem w 1961 r. to na pewno grali ze mną Heniek Krupiak, Stefan Ruszkowski i Andrzej Soszyński. Mam zdjęcie naszej piątki z 1962 lub 1963 r. Datuję tak, gdyż pod koniec 1963 r. zapuściłem brodę, a na tym zdjęciu jeszcze jej nie mam. Zdjęcie jest wykonane w sali Studium Nauczycielskiego, ale nie wiem, kto je wykonał (zdjęcie nr 1). Od lewej stoi Heniek Krupiak, Robert Sać, w środku jestem ja (Roman Kałahurski), a dalej Stefan Ruszkowski i Andrzej Soszyński. Heniek Krupiak to bardzo barwna postać. Z tego co pamiętam, ale głowy nie dam Heniek grał w piłkę nożną w „Widzewie” Łódź, „Pogoni” Szczecin i w „Kotwicy”. Był z nas najniższy, ale wtedy nie przywiązywaliśmy wagi do pozycji, na których graliśmy. Był głównym organizatorem i prowadził treningi. Zajmował w Kołobrzegu różne ważne stanowiska i był m.in. wicedyrektorem w PŻB. Robert Sać był bardzo skoczny i uprawiał różne dyscypliny lekkoatletyczne. Z zawodu był nauczycielem. Stefan Ruszkowski był technikiem budowlanym i pracował w Kombinacie Budowlanym jako kierownik budów. Wiem, że wybudował m.in. Zakład Przyrodoleczniczy Nr 1 i wiele innych budynków w Kołobrzegu. Pamiętam, że Stefan zajmował się również kolarstwem. Andrzej Soszyński był technikiem budowlanym i pracował w Kombinacie Budowlanym, a później w PŻB. Wiem, że wyjechał do Niemiec i prawdopodobnie nie żyje, ale bardzo chciałbym, żeby nie była to prawda.
Mam też drugie zdjęcie, ale z późniejszych czasów (zdjęcie nr 2). Jest to prawdopodobnie rok 1972, bo jest na nim widoczny młody Marek Jabłoński, który w wieku 17/18 lat dołączył do naszej drużyny jako młody talent. Widać go na zdjęciu jako pierwszego po prawej stronie, obok niego stoi Zdzichu Kaczmarek z wykształcenia ekonomista, który w pewnym okresie był dyrektorem „Bałtywii”. Schyla się z numerem piętnastym prawdopodobnie Janusz Bernat, z którym tworzyliśmy parę rozgrywających. W środku zdjęcia stoi nasz trener Zdzisław Borowski, który był wykładowcą w Studium Nauczycielskim i miał tytuł doktora. Wcześniej Zdzisław pełnił rolę grającego trenera. Naprzeciwko trenera, odwrócony tyłem z numerem trzynastym stoję ja (Roman Kałahurski), a obok mnie stoi Henryk Ogiński, który grał kiedyś w koszykówkę w Gdańsku. Pamiętam, że był technikiem budowlanym i był zawodnikiem leworęcznym. Zdjęcie to otrzymałem od Jerzego Patana, który mi je ofiarował. Przez 12 lat gry w „Kotwicy” przewinęło się sporo zawodników i trudno mi jest ich wszystkich wymienić, ale dobrze ich wspominam.
Zdjęcie nr 1.
Zdjęcie nr 2.
Co robiłeś po zakończeniu kariery koszykarskiej?
Pracowałem w kilku urzędach, a w latach 1984-88 byłem Architektem Miejskim w Kołobrzegu. Od 1988 do 1998 r. byłem Architektem Wojewódzkim w Koszalinie. Pamiętam, że z moją nominacją to była trochę zabawna historia, bo ja nigdy nie należałem do PZPRu, a było to stanowisko zarezerwowane dla członków tej partii. Zapytano mnie, czy mam jakąś legitymację, a ja odpowiedziałem, że jedynie wędkarską. Ówczesny wojewoda powiedział, że w Urzędzie Wojewódzkim jeden bezpartyjny może być, bo to już był schyłek komuny. Od chwili kiedy przyjechałem do Kołobrzegu, zaangażowałem się w prace klubu żeglarskiego „Joseph Conrad”. Odbyłem wiele rejsów żeglarskich, głównie w basenie Morza Śródziemnego, a w 1976 r. na jachcie „Wojewoda Koszaliński” przepłynąłem Atlantyk do USA, aby uczcić 200 lat niepodległości.
Czy chodzisz na mecze koszykówki?
Początkowo regularnie chodziłem, ale później jeszcze na Sali Rycerskiej zaczęto ode mnie wymagać, abym płacił za bilet. To nie jest kwestia pieniędzy, ale irytowało mnie to, gdyż powszechnym obyczajem było, że posiadacze srebrnej odznaki PZKosz mieli wolny wstęp na wszystkie mecze koszykówki w całej Polsce. Przestałem więc chodzić na koszykówkę, chociaż nadal jest to mój ulubiony sport.
Co sądzisz o pomyśle, aby klub dawał zasłużonym byłym zawodnikom bezpłatne karnety?
Oczywiście popieram ten pomysł, jak zostanie zrealizowany, a zdrowie będzie mi nadal dopisywało, to zapewne będę regularnie przychodził na mecze.
Romanie, jak na 84 latka wyglądasz znakomicie i życzę Ci zdrowia i żebyś zawsze był taki pogodny życzliwy, jak dotychczas. Do zobaczenia w Hali Milenium.
Rozmawiał Edward Stępień
Obchody finansowane są w ramach grantu Bosman Wspiera Region organizowanego przez Bosman Szczeciński.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*