O synu marnotrawnym, który wrócił do Kotwicy

Mariusz Fiedosewicz
Rocznik: 1972 r.
Wzrost: 192 cm
Pozycja:  rzucający obrońca
Kluby: 1987 r.- 1990 r. AZS Koszalin, 1990 r.- 1991 r. Lech Poznań, 1991r.-1992 r. AZS Poznań,  1992 r. – 2004 r. Kotwica Kołobrzeg
Trener grup młodzieżowych Kotwicy 2010r. – 2020 r., Asystent trenera 2011 r.-2014 r., pierwszy trener 2014/2015 r.

Edward Stępień (ES): Wiesz, że koszykarski Kołobrzeg ma specyficzny stosunek do Koszalina, jak to się stało, że początek twojej przygody z koszykówką wiąże się z AZS Koszalin?

Mariusz Fiedosewicz (MF): Zapewniam, że jestem rodowitym kołobrzeżaninem. Jako uczeń chodziłem do Szkoły Podstawowej numer 4 i ze szkołą tą związany jestem do dnia dzisiejszego. Uprawiałem trzy dyscypliny równocześnie, grałem w piłkę nożną w Kotwicy, w piłkę ręczną oraz w koszykówkę. Namawiano mnie abym złożył deklarację przystąpienia do Kotwicy i ja ją nawet wypełniłem ale ostatecznie nie złożyłem i do dzisiaj mam ją w domu. Pojechałem na obóz zimowy z juniorami Kotwicy, którą wtedy trenował „Kwiatek”. Był tam również Janusz Bernat z grupą koszykarzy z TRM-u. Moja przygoda z koszykówką zaczęła się od turnieju „dzikich drużyn”, którą zorganizował AZS Koszalin. Skrzyknąłem kilku chłopaków tj. Tomka Kiełbasińskiego, Pawła Chwalebę, Tomasza Szurka, Konrada Buzak, Tomasza Biodrowicza, Sylwka Szczotkarza i jeszcze kilku innych. Wygraliśmy ten turniej w Koszalinie, a w nagrodę mieliśmy wycieczkę do NRD. Druga drużyna otrzymała w nagrodę getry. Po jakimś czasie zgłosili się do mnie działacze piłki ręcznej z Gwardii Koszalin ale odmówiłem, bo bardziej lubiłem grać w koszykówkę. Po dwóch miesiącach w moim domu pojawili się działacze z AZS Koszalin tj. Józef Wołowski i Dariusz Witek i zgodziłem się żeby grać i trenować w tym klubie. Wiązało się to ze zmianą szkoły i po pierwszej klasie spędzonej w Koperniku przeniosłem się do I LO im. St. Dubois w Koszalinie. W AZS Koszalin spędziłem 3 lata, 2 lata w kadetach i rok w juniorach, bo naukę w szkole rozpocząłem jako 6 latek. Po zdaniu matury dostałem się na Akademię Wychowania Fizycznego w Poznaniu i podjąłem treningi w Lechu Poznań, który wówczas grał w najwyższej klasie rozgrywkowej tj. I lidze (ekstraklasy jeszcze nie było). Pierwszy rok pobytu w Lechu to gra w juniorach , którzy występowali w seniorskiej III lidze. Z drużyną tą zdobyłem Mistrzostwo Polski, grałem razem z późniejszymi reprezentantami Polski tj. Tomkiem Jankowskim, Wojtkiem Ziółkowskim, Bartkiem Tomaszewskim. Zostałem też powołany do kadry Polski juniorów, przygotowującej5 się do Mistrzostw Europy. Trenerem kadry Polski juniorów był Jerzy Olejniczak. Niestety nie znalazłem się w 12 juniorów, która pojechała na Mistrzostwa Europy. Podobny los spotkał Andrzeja Karasia, bardzo dobrze znanego w Kołobrzegu z wieloletniej gry w Kotwicy. W pierwszej 5 drużyny Polski juniorów występował wtedy Marcin Kłys, z którym się zaprzyjaźniłem i który później przez wiele lat był podporą Kotwicy. Jeden sezon spędziłem w AZS Poznań, który w tym czasie występował w III lidze (liga międzywojewódzka) i rywalizował z Kotwicą Kołobrzeg. W Kołobrzegu przegraliśmy z Kotwicą ale ja mogłem pokazać się kibicom, bo rzuciłem 28 punktów. W 1992 r. Kotwica awansowała do II Ligi, a ze mną skontaktował się Marek Jabłoński i Henryk Krupiak, którzy zaproponowali mi  grę w Kotwicy. Zgodziłem się bez wahania.

ES: Nieoceniony statystyk Grzegorz Bargiel wyliczył, że przez 11 sezonów jako zawodnik Kotwicy rozegrałeś 235 meczów i zdobyłeś 954 punkty. Z wyliczeń tych wynika, że jesteś na pierwszym miejscu ilości rozegranych meczy od chwili gdy Kotwica występuje w rozgrywkach koszykówki na poziomie centralnym czyli od 1992 r. do chwili obecnej.

MF: Nie znałem tych statystyk ale jest mi miło być na pierwszym miejscu. Tych meczy mogłoby być znacznie więcej ale i mnie również trapiły kontuzje. Ponadto przez jeden sezon nie grałem. Było to w sezonie 2002/2003, musiałem pracować zawodowo w czasie wakacji, a trener Gębal wymagał, żebym chodził na treningi czego nie mogłem zrobić. Trener nie zgodził się abym zaczął trenować dopiero we wrześniu. Sezon ten nie był dla mnie stracony, bo zacząłem z kilkoma kolegami bardzo intensywnie grać w drużynie amatorskiej „Starlet”. Graliśmy równocześnie w lidze kołobrzeskiej oraz koszalińskiej, odnosząc znaczne sukcesy. W następnym roku trenerem został Wojciech Krajewski, którego znałem jeszcze z Poznania, który mnie skłonił żebym powrócił do Kotwicy. Swoją przygodę z poważną koszykówką jako zawodnik zakończyłem w 2004 r.

ES: Co szczególnego utkwiło Ci w  pamięci z tych 11 sezonów rozegranych  Kołobrzegu?

MF: Pamiętam bardzo wiele, ale obawiam się, że ramy tego wywiadu nie pomieszczą wszystkich moich wspomnień. W pamięci utkwił mi  mecz z AZS-em Koszalin, który rozegraliśmy prawdopodobnie w 1995 r. i wówczas ustanowiłem swój rekord najwięcej zdobytych punktów dla Kotwicy, rzuciłem 29 punktów z czego 5 razy za 3 punkty. W meczu tym naszym trenerem był Jerzy Olejniczak, a AZS trenował Józef Janiel. Bardzo dobrze pamiętam pierwszy sezon, który spędziłem w Kotwicy tj., 1992/1993. Przegraliśmy na początku 6 meczy przy 1 zwycięstwie. Kotwica zmieniła trenera i po raz pierwszy do Kołobrzegu przyszedł Jerzy Olejniczak. Pod jego kierunkiem graliśmy znacznie lepiej ale w pierwszym sezonie musieliśmy toczyć ciężkie boje z Obrą Kościan o utrzymanie w II lidze. Pragnę przypomnieć, że ówczesna II liga to tak jak obecnie I, gdyż nie było wtedy ekstraklasy. Zachowało się zdjęcie wykonane przez Kazimierza Ratajczyka z naszego pierwszego meczu w II lidze. Na zdjęciu od lewego z numerem 11 widać Żołnierowicza, do piłki skacze Czerniakiewicz, obok jest Barda, a najbardziej po prawej widać mnie, sprzed 30 lat. Na tym zdjęciu rozpoznaję również charakterystyczne buty Tanasejczuka. W tym pierwszym  meczu grałem w pierwszej 5. Kotwica grała wtedy w niebieskich strojach a przeciwnicy w czarnych.
Pamiętam też dobrze sezon 1997 r., kiedy do Kotwicy przybyli Eric Dunn i Everick Sullivan. Ten drugi przyszedł na pierwszy trening w piątek i od razu pojechaliśmy na mecz z „Astorią” do Bydgoszczy, która była wówczas na 1 miejscu, a my zajmowaliśmy miejsce 8. Bezpośrednio na mecz dojechał również Dunn przywieziony przez Marka Jabłońskiego. Wygraliśmy ten mecz z przewagą ponad 20 punktów w sytuacji gdy w Kołobrzegu z „Astorią” przegraliśmy. Była wtedy szansa uzyskać awans do najwyższej klasy, tj. do I Ligi ale niestety przepisy pozwalały jedynie na równoczesną grę dwóch obcokrajowców, a wiec Tanasejszuk i Sinielnikow nie mogli grać. Mieliśmy dobry skład z Kowgierem, Molskim, Dolińskim, Wiśniewskim.  O bezpośrednie wejście rywalizowaliśmy z „Treflem” Sopot, który miał kilka razy więcej pieniędzy. Myślę, że gdyby w tym czasie Kotwicę trenował Olejniczak to zdobylibyśmy ten awans, jednak on trenował wtedy I ligowe „Bobry” Bytom.

ES: Ja również dobrze pamiętam ten sezon, bo nawet pojechałem na ostatni mecz do Sopotu, który niestety przegraliśmy z „Treflem”. Sprowadzenie amerykańskich graczy wiązało się ze sponsoringiem pewnego Pana, który środki przekazywane dla Kotwicy uzyskiwał mówiąc oględnie z „niepewnego źródła”.  Nie ulega wątpliwości, że awans wówczas byłby przedwczesny, bo w Kołobrzegu nie było hali nadającej się do gry w najwyższej klasie rozgrywkowej. Hala Milenium została oddana w 2000 r. i w tym sezonie uzyskaliśmy awans do I Ligii, ale nie była to najwyższa klasa rozgrywkowa.  

MF: W 2000 r. nastąpiła bardzo istotna reorganizacja rozgrywek w koszykówce. Do tego czasu najwyższą ligą była I liga składająca się z 12 drużyn, która została przemianowana na ekstraklasę. II liga podzielona była na dwie grupy (północ, południe) po 12 drużyn. W wyniku reorganizacji 8 pierwszych drużyn, z każdej z grup weszło do nowej I Ligi i Kotwica znalazła się w I Lidze, bo zajęła premiowane miejsce w rozgrywkach.

ES:  Byłeś znakomitym specjalistą w rzutach za 3 punkty ale robiłeś to w dziwny sposób. Wszystkie twoje rzuty  z dalszej odległości były bardzo płaskie w sytuacji gdy inni rzucali wysokim lobem. Skąd się wziął ten twój charakterystyczny styl?

MF: Też się nad tym zastanawiałem i doszedłem do wniosku, że prawdopodobnie kiedy zacząłem rzucać byłem młodym chłopakiem i nie miałem jeszcze dostatecznej siły, żeby wyrzucać piłkę wysokim lobem. Brak siły powodował płaski rzut. Oczywiście był to mój błąd ale tak się przyzwyczaiłem, że w późniejszym czasie nie mogłem już go skorygować. W tej chwili w mini baskecie są mniejsze, lżejsze piłki i niżej usytuowane kosze. 12 letnim chłopakom łatwiej jest więc ćwiczyć prawidłowy sposób rzutów.

ES: Przez 11 sezonów gry byłeś zawodowcem. Czy pozwalało Ci to na utrzymanie się wyłącznie z gry w koszykówkę?

MF: Po powrocie do Kołobrzegu, podjąłem pracę zawodową jako nauczyciel wychowania fizycznego. Dorabiałem również w czasie wakacji, a więc pieniądze uzyskiwane z gry w koszykówkę stanowiły jedynie dodatek do podstawowej pensji.

ES: Przed chwilą dzwoniła twoja żona i usłyszałem, żebyś koniecznie powiedział mi, że do dzisiaj utrzymujesz serdeczne stosunki z kolegami, z którymi grałeś.

MF: Tak rzeczywiście jest. Stosunki koleżeńskie czy też przyjaźnie, które powstały w okresie gry w  koszykówkę trwają do dzisiaj. Spotykamy się, telefonujemy do siebie, wymieniamy na bieżąco informację. Kilka dni temu byłem na pogrzebie Leszka Kropidłowskiego, który przez kilka lat grał w Kotwicy, a  dojeżdżał z Koszalina. Organizujemy memoriały im. Marcina Kłysa, które są okazją do spotkań. Okres gry w koszykówkę to dla mnie wspaniały czas.

ES: Miałeś uprawnienia trenerskie i chciałbym się dowiedzieć czy z nich skorzystałeś?

MF: Oczywiście, że tak. Będąc nauczycielem w Szkole Podstawowej nr 4 trenowałem chłopców (razem z 2 innymi trenerami), którzy w mini baskecie osiągali znaczące sukcesy. Zdobyliśmy 2 miejsce w Polsce, a w następnym roku 3 miejsce. Jako trener seniorskiej Kotwicy pracowałem od 2011 r. do 2015 r. Początkowo byłem asystentem Tomasza  Mrożka. Kiedy Kotwica zbankrutowała i przestała grać w ekstraklasie przez jeden sezon byłem 1 trenerem II ligowej drużyny. Od Ciebie dowiedziałem się, że wygrałem 11 meczy, a 12 przegrałem. Doświadczeni starsi gracze tj. Arabas, Diurić i Wichniarz pracowali już zawodowo i niestety nie mogli angażować się  w grę na 100%, a pozostali byli faktycznie jeszcze juniorami i zostali rzuceni na głęboką wodę. Ten pierwszy sezon w II lidze był bardzo trudny. Od 2010 r. do 2020 r. trenowałem grupy młodzieżowe Kołobrzeskiej Kotwicy, co sprawiało mi ogromną satysfakcję.

 ES: Na zakończenie chciałem zapytać Cię o twojego syna Igora. Wiem, że od roku przebywa na specjalnym stypendium w Stanach Zjednoczonych i uczy się oraz trenuje koszykówkę. W poprzednich latach Igor Fiedosewicz był wyróżniającym się juniorem Kotwicy i był powoływany do kadry województwa.

MF: Jestem bardzo dumny z mojego syna, a w szczególności z tego, że jako młody chłopak przebywa z dala od domu i dobrze sobie radzi. Igor ma obecnie dokładnie 18 lat. Przez jeden rok trenował i grał w King Wilki Morskie w Szczecinie na wypożyczeniu z Kotwicy i zaliczył nawet debiut w ekstraklasie. Obecnie ma 192 cm wzrostu. Wszystko zaczęło się od obozu letniego organizowanego przez „Hooplife”. Igor został wytypowany jako zdolny junior do wyjazdu do USA. Od zeszłego roku uczy się w North Central Texas Academy niedaleko Dallas. Jest to szkoła średnia, w której uczą się zdolni koszykarze z różnych krajów całego świata. Igor mieszka na farmie pod opieką nauczycieli z tej szkoły. Oprócz normalnych lekcji ma dużo zajęć z koszykówki i bierze udział w bardzo rozbudowanych rozgrywkach międzyszkolnych. Będzie tam jeszcze rok, do uzyskania matury. Oprócz rozgrywek międzyszkolnych od marca do czerwca tego roku weźmie udział w lidze letniej juniorów. Obecnie najczęściej gra na pozycji niskiego skrzydłowego. Jako wyróżniający się koszykarz otrzymuje stypendium, które pokrywa 100% kosztów utrzymania.

ES: Kiedy opowiadasz o Igorze widzę, że aż pęczniejesz z dumy. Gratuluję syna i życzę żeby osiągnął sukces w koszykówce. Na zakończenie chciałem Cię zapytać jakie masz refleksje odnośnie prowadzenia grup młodzieżowych oraz co sądzisz o aktualnej sytuacji Kołobrzeskiej Kotwicy.

MF: Zauważam to co i inni trenerzy, że z każdym rokiem maleje zainteresowanie młodzieży uprawianiem sportu jako takiego. Główną przyczyną jest rozwój technologii i internetu, co powoduje, że coraz więcej czasu spędzają oni przed ekranem laptopa lub telefonu. Z tego powodu mają ogólne problemy motoryczne, są niesprawni i z wadami postawy. Kiedy miałem kilka lub kilkanaście lat to bardzo dużo czasu spędzałem na powietrzu, grając w piłkę lub uprawiając różne inne dyscypliny sportowe. Teraz po lekcjach nie widać aby młodzi ludzie garneli się samoistnie do sportu. Co do Kotwicy Kołobrzeg to bardzo mi się podoba obecna gra drużyny. Cieszę się, że na trybuny powrócili kibice i jak za dawnych lat słychać gromki doping. Cieszyłbym się gdyby Kotwica ponownie powróciła do ekstraklasy ale chciałbym żeby było to poparte stabilnym budżetem. Nie znam założeń Zarządu ale myślę, że w pierwszej kolejności powinien zająć się on sprawami organizacyjnymi, budowaniem zaplecza. Regularnie chodzę na mecze i jestem dozgonnym fanem i kibicem Kotwy. Mam nadzieję, że kibice wybaczą mi „błędy młodości” i grę w AZS-ie Koszalin. Przez ponad 20 lat gry w Kotwicy i pracy trenerskiej odkupiłem swoje błędy.

ES:  Dziękuję za niezwykle interesującą rozmowę. Chciałbym podziękować za ponad 20 lat w Kotwicy. Życzę żeby twój syn Igor jako pierwszy kołobrzeżanin trafił do NBA, bo jak się wydaje jest na dobrej drodze.  Do zobaczenia na najbliższym meczu i wszystkich innych meczach Kotwy.

Edward Stępień

Uwaga: Dołączone zdjęcie z hali przy ul. Wąskiej wykonał najprawdopodobnie Kazimierz Ratajczyk, który ofiarował je rodzinie Mariusza Fiedosewicza i znajduje się ono w jego domowym archiwum. Współczesne zdjęcie Mariusza Fiedosewicza wykonał Edward Stępień.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*