„Sponsor, działacz, pasjonat”

Wacław Bogdan Łazarczyk

Rocznik: 1953

Wzrost: 168 cm

Pozycja:  rozgrywający

Kluby: 1968 r.- 1970 TKKF Kołobrzeg gimnastyka sportowa, od 1992 r. do chwili obecnej sponsor Kotwicy, 2004 r. – 2007 r. Wiceprezes Kotwicy do spraw finansowych.

 

Edward Stępień (ES): Bardzo broniłeś się żeby nie wpisywać pozycji „rozgrywający”, bo w koszykówkę zawodniczo nigdy nie grałeś. Wiem jednak, że sporo czasu spędzałeś na parkiecie oraz jesteś bardzo usportowiony i do dnia dzisiejszego czynnie uprawiasz różne dyscypliny.

Wacław Bogdan Łazarczyk (WBŁ): Rzeczywiście kiedy chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 1 w Kołobrzegu to grałem tam w koszykówkę ale głównie zacząłem trenować gimnastykę sportową pod kierunkiem Tadeusza Radzińskiego, a później Romana Górala. Uprawiałem różne sporty, które były w moim zasięgu. Przez wiele lat grałem w koszykówkę w  drużynach amatorskich w Kołobrzegu i uczestniczyłem w rozgrywkach. Z powodu swojego wzrostu nie byłem zawodnikiem podkoszowym. Trwało to do 60 roku życia a później zacząłem intensywnie biegać i zaliczyłem nawet 2 maratony. Od kilku lat bawi mnie również gra w badmintona.

 

ES: Na początku podałeś, że od 1992 r. do chwili obecnej sponsorujesz Kotwicę.  Jakie były tego początki?

WBŁ: Kibicem koszykówki byłem jeszcze wcześniej i chodziłem na mecze na halę przy ulicy Wąskiej. Po awansie w 1992 r. do II ligi zgłosił się do mnie Roman Czarnecki i namówił mnie na sponsorowanie koszykarskiej Kotwicy. Byłem wtedy początkującym biznesmanem. Nie pamiętam kwot, bo liczyliśmy wtedy wszystko w milionach. Płaciłem regularnie i z tego tytuły interesowałem się co dzieje się w klubie. Cały czas byłem blisko Zarządu i obserwowałem problemy jakie się pojawiają, a miały one głównie naturę finansową.

 

ES:  Wiem, że początek Twojej działalności jako członka Zarządu miał bardzo niezwykłą oprawę.

WBŁ: Krzysztof Gierszewski bardzo dzielnie walczył jako Prezes ale jego siły wyczerpały się i oświadczył, że ostatecznie rezygnuje. Roman Czarnecki w trakcie przerwy meczu na środku parkietu ustawił kilka krzeseł w krąg. Usiedliśmy w składzie Janusz Lubiński, Piotr Szczepaniak, Witek Rogoża, Czesław Klimczak oraz ja. Przez 15 minut musieliśmy ustalić co dalej robimy i jak uratować Kotwicę. Dyskusja była krótka ale bardzo rzeczowa i konkretna. Podjęliśmy decyzję, że wszyscy wchodzimy do Zarządu, a Piotr Szczepaniak, który był spośród nas najmniej doświadczony obejmie funkcję Prezesa. Ja miałem odpowiadać za sprawy finansowe, które wtedy były najbardziej istotne, bo klub tonął w długach i była realna groźba upadłości. Przez kilka miesięcy udało nam się wspólnie poprawić sytuację finansową klubu i w sposób dość niespodziewany weszliśmy do ekstraklasy. Pamiętam, że w chwili awansu obok mnie stał Henryk Bieńkowski, który wtedy był Prezydentem. Wszyscy się cieszyli, a tylko on był poważny, bo zdawał sobie sprawę jakie niezwykłe wyzwania stoją przed klubem i przed miastem.

 

ES: Mówisz, że poprawiliście sytuację finansową klubu, a  ja chciałbym się dowiedzieć na czym to polegało i w jaki sposób osiągnęliście ten rezultat?

WBŁ: Na początek chciałbym powiedzieć, że członkowie zarządu prowadzili swoje własne biznesy i potrafili dokonać analizy finansowej  oraz ustalić błędy organizacyjne. Wychodziliśmy wszyscy z założenia, że klub sportowy powinien funkcjonować tak jak każde normalne przedsiębiorstwo, które nie ma prawa mieć deficytu, a wszelkie decyzje winna poprzedzać chłodna kalkulacja. Na początku członkowie zarządu zaciągnęli prywatne pożyczki u kołobrzeskich biznesmanów aby uratować bieżące funkcjonowanie klubu. Każdy z nas pracował społecznie i nie tylko nie otrzymywaliśmy pieniędzy ale dokładaliśmy znaczne środki z własnej kieszeni. Moim pomysłem było powołanie rady sponsorów, w skład której wchodziło kilkudziesięciu właścicieli przedsiębiorstw oraz dyrektorzy ośrodków wczasowych. Nie chcę wymieniać nazwisk, bo jest to bardzo długa lista i mógłbym kogoś pominąć. Rada sponsorów zbierała się bardzo często i w dużym gronie zastanawialiśmy się nad sposobami finansowania klubu, pozyskiwania sponsorów i jak powinna wyglądać prawidłowa organizacja. Dyskusje w gronie pasjonatów i społeczników były zawsze bardzo owocne i miały wielki wpływ na funkcjonowanie klubu. Dla przykładu podam, że jeden z przedsiębiorców pokrył koszty opracowań graficznych nowego loga klubu, wyglądu biletów, karnetów i materiałów promocyjnych. Ponieważ długi były bardzo znaczne zaczęliśmy prowadzić negocjacje z wierzycielami tj. z ZUS-em, Urzędem Skarbowym, właścicielami mieszkań w których mieszkali zawodnicy oraz z innymi dostawcami usług o umorzenie bądź redukcję naszych zadłużeń. W większości przypadków te żmudne negocjacje zakończyły się sukcesem w wyniku czego kwota naszych zaległości znacznie się zmniejszyła. Uznałem, że należy zdecydowanie ciąć koszty. Z kilkoma wierzycielami, których roszczenia wydawały się być zawyżone poszliśmy twardo do Sądu i udało nam się wygrać te sprawy. Przejrzeliśmy również kontrakty zawodników i rozwiązaliśmy te najbardziej kosztowne. Dla przykładu musiałem przeprowadzić rozmowę z Radwanem, mówiąc mu wprost, że nie stać nas na jego usługi zgodnie z kontraktem. Przyznałem zawodnikowi rację, że istotnie gra bardzo dobrze i jest pożyteczny dla drużyny ale realia finansowe są bezwzględne i musimy rozwiązać umowę. O dziwo redukcja zespołu wpłynęła na poprawę gry. Po ubytkach zespół się bardziej scementował i skoncentrował na wyniku sportowym. Naszym sukcesem było pozyskanie nowych poważnych sponsorów tj. Kompanię Piwowarską i Buderusa.

 

ES: Twój udział w zarządzie był początkiem złotej ery Kotwicy Kołobrzeg, która awansowała do ekstraklasy i przez 9 sezonów nigdy z niej nie spadła. Kibice ciągle pamiętają, że awans wywalczyła drużyna pod wodzą Koli Tanasejczuka, który nie poprowadził drużyny w ekstraklasie. Wyjaśnij dlaczego tak się stało.

WBŁ: Zarząd w tym również i ja byliśmy skłonni powierzyć Tanasejczukowi prowadzenie drużyny w ekstraklasie, ale jak zwykle w takich przypadkach nie dogadaliśmy się pod względem finansowym. Wprawdzie finansowanie poprawiło się ale nadal musieliśmy liczyć każdą złotówkę i dbać aby koszty miały pokrycie w spodziewanych wpływach. Odnośnie trenerów, wprowadziliśmy zasadę, że  mają oni decydujący głos w kompletowaniu drużyny. Zarząd dbał jedynie o realność kosztów zatrudnienia poszczególnych zawodników.

 

ES: W zarządzie Kotwicy byłeś 3 sezony. Jak wspominasz ten okres?

WBŁ: W zarządzie Kotwicy pracowałem bardzo intensywnie, a należy mieć na uwadze, że w tym czasie moje przedsiębiorstwo coraz bardziej się rozrastało. Przestałem mieć czas dla rodziny, bo albo byłem w firmie albo w  Kotwicy. Moje interesy jako przedsiębiorcy były bardzo przez to zaniedbane. Praca w zarządzie była niezwykle wyczerpująca, bo po rozwiązaniu jakiegoś problemu zaraz pojawiało się kilka następnych i tak bez końca. Ponadto gra w ekstraklasie wymagała polepszenia organizacji i zatrudnienia wielu ludzi, a  niestety klubu nie było na to stać. Cały czas zarząd walczył o pozyskanie dużego strategicznego sponsora. Wymagało to poparcia politycznego. Były deklaracje ze strony polityków ale nie było konkretnych rezultatów. Kotwica Kołobrzeg w tamtym czasie osiągnęła bardzo dużo ale przerastało to możliwości lokalnych działaczy. Najbardziej jasnym punktem pracy w zarządzie był kontakty z wieloma kołobrzeskimi sponsorami, których zbiorowy wysiłek dawał wspaniałe rezultaty. Koszykarska Kotwica stała się znakiem rozpoznawczym Kołobrzegu i bardzo przyczyniała się do promocji miasta. W całej Polsce podziwiano nas, że tak mały ośrodek ma drużynę w ekstraklasie i dobrze sobie radzi. Była to głównie zasługa znakomitej atmosfery panującej wokół klubu i czynnego udziału dziesiątek osób. Ta atmosfera pozostała do dzisiaj i pomaga podnieść się z każdego upadku. Jednak chciałbym dodać, że bez dużego strategicznego sponsora nie mamy czego  szukać w ekstraklasie.

 

ES: Jak policzyłem od 30 lat jesteś ściśle związany z koszykarską Kotwicą i w każdej sytuacji wspierasz ją finansowo, radą, bądź osobistym zaangażowaniem. Ja to bardzo doceniam i mam we wdzięcznej pamięci Twoje niezwykłe zaangażowanie. To dzięki ludziom twojego pokroju i pasji Kotwica istnieje. Miejmy nadzieję, że ponownie nastanie jej złota era. Dziękuję za poświęcony czas, szczególnie dlatego, że nadal jesteś bardzo aktywny i „zabiegany”.

WBŁ: Ja również dziękuję. Przekazuję na twoje ręce pamiątki z okresu kiedy byłem członkiem zarządu. Całym sercem kibicuję Kotwicy i życzę każdemu zarządowi i działaczom sukcesów w ich pracy.

 

 

 

Edward Stępień

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*